Krótka historia o... sensie marketingu

Niedawno pisałyśmy, czym jest marketing. Teraz wiesz już, na czym polega i wiesz, że nie musi być nudny. Może pójdziemy o krok dalej?

Gotowy? To ruszamy!

Za górami, za lasami żył sobie Janusz, który skończył studia prawnicze. Pewnego dnia postanowił otworzyć własną kancelarię. Dlaczego? Przecież jest w tym dobry, na studiach był wśród najlepszych studentów. Do tego zdał egzamin zawodowy najlepiej ze wszystkich. Aaaa, przypomniało mu się, że coraz więcej ludzi korzysta z pomocy prawników. Po prostu musi mu się udać!

Źródło: https://cdn.pixabay.com/photo/2015/03/26/09/41/tie-690084_960_720.jpg

Janusz był człowiekiem sprytnym. Wymyślił sobie, że otworzy swoją kancelarię w mniejszym mieście, bo tam jest mało prawników. Wpadł na kolejny genialny pomysł! Jak nada swojej kancelarii angielską nazwę, to wyda się taki profesjonalny i mądry. Ludzie będą do niego walić drzwiami i oknami. Sam nie mógł się nadziwić swojemu geniuszowi. Przecież on niedługo zostanie milionerem! Zaczął już nawet planować wakacje w Tajlandii. Za dwa, góra trzy miesiące dzięki zyskom z kancelarii opłaci wymarzone wakacje.

Pewny swej wygranej, przekonany o powodzeniu swojego planu, otwiera biuro. Czeka...czeka... siedzi i czeka. Na co? Aż ludzie przyjdą do niego. Pomyślał, że jego biuro to trochę nowość w tej miejscowości i ludzie muszą się z nim oswoić. Nie wiedział, czy w tym mieście była już jakaś kancelaria prawna. Nawet jeśli była, to na pewno nie tak dobra jak jego! Dał więc klientom jeszcze jeden dzień na przyzwyczajenie się do nowej rzeczywistości.

Po tygodniu od otwarcia licznik jego klientów wskazywał okrąglutkie, pulchniutkie zero. Przecież to niemożliwe. Czy Ci ludzie są nienormalni? Otworzył taką wspaniałą kancelarię, jakby nie patrząc specjalnie dla nich. Ja, prawnik z wielkiego miasta! Może Ci ludzie mają po prostu małomiasteczkową mentalność? Nie doceniają prawdziwego specjalisty?

Źródło: https://c2.staticflickr.com/8/7203/6956432229_bce3a58d14_b.jpg

Janusz czekał jeszcze 3 tygodnie. Do drzwi jego kancelarii zapukało łącznie dwóch klientów. Ale żaden nie skorzystał z jego usług. Nie wiedział, dlaczego. W końcu doszedł do wniosku, że to wina tych dziwnych ludzi z małego miasteczka. Po prostu nie wiedzą, co dobre. Nie poznali się na nim.

Po 5 tygodniach od otwarcia zamknął swoją kancelarię i przeniósł się do dużego miasta. A mieszkańcy tego małego miasteczka niech żałują, że nie poznali się na jego talencie.

Co na to owi słynni mieszkańcy? Gdybyś zapytał ich teraz, po miesiącu od zamknięcia, czemu nie chodzili do tej kancelarii, to trochę by się zdziwili. Kancelaria? Jaka kancelaria? Pierwsze słyszę!

Źródło: https://www.cae.net/wp-content/uploads/2016/03/e-learning-training.jpg

Za tymi samymi górami i tymi samymi lasami żył sobie też Janek. Pewnego dnia postanowił otworzyć własną kancelarię prawną. Wcześniej przez dwa lata pracował jako prawnik i w tym czasie zdążył poznać mechanizmy rządzące tym biznesem.

Janek też był człowiekiem sprytnym. Ale, w przeciwieństwie do Janusza, sięgał wzrokiem dalej niż tylko do czubka swojego własnego nosa. Przygotował więc całą strategię wejścia na rynek. Zaczął od budowania świadomości marki - rozpoczął pisanie bloga z poradami i nowinkami prawnymi. Kojarzysz już tę strategię? Tak! To content marketing. 

Założył też fanpage swojej kancelarii na Facebooku. Po co zwykłej kancelarii Facebook? Ano po to, by klienci mogli się z nim skontaktować i wystawić mu opinie. Nie zapomniał też o tradycyjnych formach promocji. Nadał firmie nazwę chwytliwą i wzbudzającą zaufanie. Zamówił ładny szyld. Przygotował ulotki i wizytówki, żeby poinformować mieszkańców o swojej kancelarii. Janek pomyślał też o zarejestrowaniu firmy w Google. Dzięki temu każdy będzie mógł ją odnaleźć. 

Źródło: https://cdn.pixabay.com/photo/2015/01/08/18/26/write-593333_960_720.jpg

Już w dniu otwarcia jego gabinet odwiedziło kilku klientów. Z każdym tygodniem pojawiało się ich coraz więcej. Janek był szczęśliwy, jego plan wypalił. 

Nie spoczął jednak na laurach. Cały czas promował swoją kancelarię - na Facebooku, regularnie pisał posty na blogu. Dbał o swoich klientów, a jego usługi były na najwyższym poziomie. 

I żył długo i szczęśliwie.


Jaki morał wypływa z tych dwóch historii? Bez działań promocyjnych nikt o Tobie nie wie, praktycznie nie istniejesz. To trochę tak jak nie mieć telefonu w XXI wieku... 

Jaki jest cel marketingu? Oprócz osiągnięcia zysku oczywiście? Przekazanie informacji o produkcie/usłudze/firmie. Nie wystarczy po prostu otworzyć własnego biznesu i czekać, aż klienci sami do Ciebie przyjdą. Najpierw musisz ich poinformować, że Twoja firma istnieje. Jak to zrobić? Moc Facebooka jest jeszcze nie przez wszystkich odkryta. Warto więc tam zaistnieć. Obecnie, jeżeli firmy nie ma na fejsie, to nie istnieje. Taka brutalna prawda.

A co z tym blogiem? Jego też warto mieć. Poza budową świadomości marki można też stworzyć wizerunek siebie jako eksperta. Możesz też zebrać potencjalnych klientów.

Co jeszcze? Strona internetowa się przyda. Obecność firmy w Google też nie zaszkodzi. 

Są też tradycyjne formy reklamy. Ulotki, plakaty, szyldy, banery, potykacze, obklejanie samochodów, reklamy radiowe, telewizyjne, internetowe, itd., itp.

Ufff, trochę tego jest.

Oczywiście nie musisz wszystkiego wykorzystywać. Najlepiej wybrać sobie te kanały dotarcia do klienta, które pasują do Twojej firmy i Tobie "leżą".

Zbieżność imion i zawodów przypadkowa.

Komentarze

  1. Jakkolwiek banalne by się to nie wydawało, sama prawda.
    Chcesz żeby cię zauważono? Pokaż się.
    Przy obecnych możliwościach, jest tyle kanałów dotarcia do potencjalnego klienta. Oczywiście uwzględniając specyfikę grupy docelowej bo to też długa historia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specyfika grupy docelowej to temat na osobny post :)

      Usuń
  2. Sama prawda, nikt i nic samo do nas nie przyjdzie bez naszej pracy, a że w naszych czasach ta pracą jest zaistnieć w internecie to trzeba zakasać rękawy i działać

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiałam marketing w szkole ;)
    Wkrotce chce też otworzyc firme, na fb dzialam teraz poszedl w ruch blog ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie to prawdziwe! Uśmiałam się, jak sobie wyobraziłam to "okrąglutkie, pulchniutkie zero". Bardzo podoba mi się forma tego posta i "łopatologiczne" wytłumaczenie, na czym ma polegać mądre promowanie siebie i sowich usług.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajnie wytłumaczona istota rzeczy, snując opowieść przedstawiliście w prosty sposób po co jest ten cały marketing. Super!

    OdpowiedzUsuń
  6. W punkt! Prawdziwe..i to bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia o Januszu jest oparta na faktach :)

      Usuń
  7. Bardzo przystępny tekst, ale też jaki prawdziwy - nie ma nic bez ciężkiej pracy :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz